
Lech Garley (fot. Czwarty Wymiar)
Białostocki radiesteta Lech Garley zbadał na drogach Podlasia kilkanaście tzw. czarnych punktów, czyli miejsc, w których dochodzi do największej liczby wypadków. Twierdzi, że prawie we wszystkich tych miejscach występuje koncentracja podziemnych cieków wodnych.
Promieniowanie tych cieków może mieć wpływ na sposób zachowania kierowców i tłumaczyć dużą ilość wypadków w tych rejonach.
Z wahadełkiem na drodze
Do zajęcia się radiestezyjnym badaniem czarnych punktów skłoniły Lecha Garleya dwa dziwne zdarzenia, jakie przytrafiły mu się podczas prowadzenia samochodu.
- Wracałem z delegacji - wspomina radiesteta. - Droga była prosta, widoczność i warunki pogodowe dobre, nie byłem zmęczony. W pewnym momencie zorientowałem się, że jadę lewą stroną drogi. Zdziwiony natychmiast wróciłem na prawy pas. Jadąc dalej zacząłem zastanawiać się, jak to się stało, że nie zauważyłem, kiedy zjechałem na lewą stronę.
Garley zbagatelizował to zdarzenie, ale kiedy po pewnym czasie spotkało go to samo, zatrzymał samochód, wyjął wahadełko i postanowił sprawdzić radiestezyjnie odcinek drogi, po którym jechał lewą stroną. Okazało się, że na długości kilkuset metrów pod całą szerokością jezdni płynie tam ogromny ciek wodny. W miejscu, gdzie pan Lech zjechał na lewo, ciek łagodnie zmienił kierunek wchodząc na lewe pobocze, a następnie ostro skręcił z drogi wpływając w pobliską łąkę.
- Miałem dużo szczęścia. Nie chcę myśleć, co by się stało, gdyby z przeciwka coś jechało. Gdyby zmiana kierunku cieku była gwałtowna, prawdopodobnie wylądowałbym w rowie lub na drzewie rosnącym na poboczu. Inni kierowcy mogą jednak nie mieć tyle szczęścia. Od tego czasu Garley przebadał kilkanaście odcinków dróg określanych mianem "strefa śmierci" i oznakowanych tablicą "czarny punkt". Twierdzi, że tylko w jednym z tych miejsc nie znalazł cieków wodnych. Często krzyżuje się tam nawet kilka żył.
Groźne dla osób wrażliwych
- Większość ludzi nie dostrzega związku między swoim samopoczuciem, a przebywaniem w miejscu zapromieniowanym przez żyłę wodną- mówi Lech Garley. - Nic dziwnego, ponieważ gołym okiem tego promieniowania nie widać.
Radiesteci dzielą ludzi na trzy grupy: radiestetów, potencjalnych radiestetów i tych, którzy nie wykazują żadnych zdolności radiestezyjnych. Najbardziej narażeni na promieniowanie są radiesteci. Ich organizmy natychmiast reagują na podziemną żyłę. Kiedy osoby nadwrażliwe wchodzą nagle w pole oddziaływania żył wodnych, to czują się natychmiast źle lub dziwnie. Mogą pojawić się u nich zaburzenia samopoczucia i świadomości, zmniejszyć zdolność percepcji, czasu spostrzegania i reakcji. Czasami włos jeży im się na głowie, czują mrowienia, nagłe osłabienie, zdarza się, że zostają ogarnięci bezprzyczynowym lękiem. Jeśli w tym momencie znajdują się za kierownicą, skutki mogą być tragiczne. Kierujący może na chwilę stracić orientację, wykonać nieprzewidziany manewr, zatracić poczucie rzeczywistości.
- Wielu ludzi nie wie o tym, że posiada zdolności radiestezyjne - mówi Lech Garley. - U osoby nadwrażliwej wjeżdżającej w strefę silnego promieniowania może dojść do mimowolnych skurczów mięśni, a nawet do niekontrolowanego poruszania kierownicą. Prowadzący auto może odnieść wrażenie, że samochód kieruje się sam. W tym momencie kierowca jest szczególnie narażony na utratę kontroli nad pojazdem. Promieniowanie nie jest groźne dla czynnego radiestety, który jest czujny i wie, czego się spodziewać. Gorzej, gdy sytuacja zaskoczy osobę wrażliwą nie będącą radiestetą. Reakcja kierowcy zależy wtedy od natężenia energii cieku i indywidualnej tolerancji organizmu. Duże znaczenie ma także aktualny stan psychofizyczny kierującego. Osoby w stanie silnego wzburzenia emocjonalnego lub mocno zmęczone są bardziej podatne na oddziaływanie żył wodnych.
Niebezpieczne miejsca
Swego czasu najgorszą sławą w Białymstoku cieszyło się skrzyżowanie Szosy Płn. Obwodowej (obecnie gen. Kleberga) z Szosą Ełcką. Co roku dochodziło w tym miejscu do kilku poważnych wypadków i wielu stłuczek. Tylko w latach 1984-1992 było tu 15 wypadków i 9 kolizji drogowych, w których 6 osób straciło życie, a 48 zostało rannych. Przyczyną większości kraks było nieustąpienie pierwszeństwa przejazdu przez pojazdy jadące ul. gen. Kleberga od strony Białegostoku.
- Do skrzyżowania dopływają dwa cieki wodne - mówi białostocki radiesteta. - Jeden biegnie wzdłuż ul. gen. Kleberga, drugi wypływa z pobliskiej łąki. Za skrzyżowaniem łączą się ze sobą, tworząc jedną potężną żyłę.
Radiesteta rozmawiał z trzema sprawcami wypadków w tym miejscu. Wszyscy twierdzili, że nie wiedzą, jak mogło dojść do kolizji. Każdy z nich był pewien, że wjeżdża na puste skrzyżowanie, a nadjeżdżający z boku pojazd dostrzegł w ostatniej chwili, kiedy było już za późno na jakikolwiek manewr. Garley stwierdził też, że wszyscy oni byli podatni na działanie promieniowania geomantycznego.
Za zgodą Białostockiego Miejskiego Przedsiębiorstwa Dróg i Mostów radiesteta założył na skrzyżowaniu odpromienniki. Zneutralizował też promieniowanie cieku na odcinku 1 km drogi prowadzącej do skrzyżowania od strony miasta ul. gen. Kleberga. Odpromienniki działały przez rok. Przez ten czas nie doszło tam do żadnego wypadku, nie było nawet stłuczki. Radiesteta dysponuje statystykami wypadków przed i po założeniu odpromienników. Obecnie na feralnej krzyżówce zainstalowana jest sygnalizacja świetlna.
Inne niebezpieczne miejsce znajduje się na trasie Białystok-Supraśl. Obok miejscowości Krasne droga skręca dość łagodnym łukiem. Miało tu miejsce kilka groźnych wypadków z powodu tzw. "niewyrobienia się na zakręcie".
- Pod jezdnią, na odcinku prawie pięciuset metrów płynie kilkumetrowej szerokości ciek - wyjaśnia Garley.
- Droga skręca, natomiast ciek płynie dalej prosto. Osoby wrażliwe będą podświadomie jechać prosto po cieku, skutkiem będzie wypadnięcie z trasy. W tym miejscu trzech młodych ludzi straciło życie i kilkanaście samochodów wylądowało w rowie.
Galery zbadał także miejsce najtragiczniejszego w ostatnich latach wypadku, do jakiego doszło na Podlasiu - katastrofy drogowej pod Jeżewem, w której zginęło 13 osób, a 40 zostało rannych.
- Zbadałem odcinek drogi 500 m przed i 500 m za miejscem wypadku. Z moich ustaleń wynika, że całą szerokością drogi płynie tam ciek. W miejscu katastrofy, prostopadle do drogi, przebiega drugi. Jest to potężna żyła o szerokość 50 m. Obie żyły tworzą pod jezdnią krzyżówkę. Na tym odcinku natężenie promieniowania jest ogromne. Mogło ono mieć znaczący wpływ na zachowanie kierowców uczestniczących w tym wypadku.
Najlepiej odpromieniować
W Polsce jest ponad 1200 odcinków dróg, określanych międzynarodową nazwą "czarne punkty". Liczba ta co roku wzrasta. Budżet Państwa pozwala na modernizację zaledwie stu kilkudziesięciu niebezpiecznych miejsc rocznie. Przebudowa taka nie zawsze jednak gwarantuje eliminację niebezpieczeństwa.
Lech Garley uważa, że najlepszym rozwiązaniem byłoby założenie w tych miejscach odpromienników. Dobrym wyjściem byłoby także ustawienie znaków ostrzegających przed żyłami wodnymi. Takie znaki są już w niektórych krajach Europy Zachodniej.
- Koszty odpromieniowania lub postawienia znaku byłyby niewielkie w porównaniu z wypłacanymi odszkodowaniami powypadkowymi, a wartości utraconego życia i zdrowia ludzkiego nie da się oszacować - mówi radiesteta.
W Stanach Zjednoczonych opublikowano niedawno wyniki najnowszych badań dotyczących wypadków drogowych. Wynika z nich, że w 4 na 5 wypadków winę ponosi kierowca, który w ciągu 3 sekund przed zderzeniem nie wykazał niezbędnej koncentracji. Przyczyny nieuwagi są różne, najczęstsze to senność i rozmowa przez telefon komórkowy. Lech Garley radiestezją zajmuje się od 30 lat. W tym czasie zlokalizował i odpromieniował wiele podziemnych cieków. Opracował szczegółową mapę żył wodnych przepływających pod Białymstokiem. Skonstruował wiele neutralizatorów, odpromienników i ekranów, w tym także, umieszczany w samochodzie, neutralizator przeznaczony dla kierowców.
Jacek Słomiński
Wydanie internetowe: http://www.4wymiar.pl



