Witam, spotkalem sie dzisiaj z bardzo dziwnym zjawiskiem i wydaje mi sie ze byl to DUCH.
A wiec wpadlismy z kolega na pomysl aby pojsc do dawno opuszczonego schroniska dla psow. Schronisko nie bylo jakies duze, takie nieoficjalne. Podobno kiedys mezczyzna opiekujacy sie zawierzetami uchlał się na smierc a psy zdechły z głodu. Podobno teraz gdy jest ciemno slychac tam szczekanie lub krzyki owego mezczyzny. Nasze osiedle jest okrazone lasami a schronisko lezy w srodku jednego z nich (okolo 500m od ulicy). Wiec poszlismy, droga byla zasypana drewnem i kijami. Bylo po 20 wiec bylo ciemno tak ze musielismy wziac latarki. Po 15 minutowej drodze zobaczylismy stara zardzewiala i miejscami jeszcze zielona od farby brame. Klodka byla zerwana przez jakis zlodziei co dziwne raczej nie bylo. Za brama znajdowal sie stary slomiany dom, stary kemping i okolo 5 kojców. Pierwsza rzecz ktora sprawdzilismy byl kemping, na poczatku (co nas nie zdziwilo) poczulismy obrzydliwy smrod plesni. Kemping wydaje sie w porzadku. Wychodzimy, pozniej poszlismy obejrzec kojce. Nie wiem dlaczego ale czulismy z kolega czyjas obecnosc tutaj lecz nic nie bylo. Cyrk zaczol sie dopiero w slomianej chacie. Weszlismy i pierwsze co przykulo nasza uwage to talerz na stole, widocznie w chacie bylismy pierwsi bo nic nie bylo ruszane. Przeszlismy przez pseudo-salon i doszlismy do sypialni. Oby dwoch nas zaatakowaly nagle dreszcze i ogromny chlod. Skapnelismy sie ze cos jest nie tak, kolega zaproponowal ze jutro przyjdziemy tu wieksza grupa zeby bylo razniej ale ja juz nie moglem czekac, musialem obejrzec dom do konca. Z sypialni poszlismy do kuchni. Drzwi do owego pomieszczenia wisialy na jednym zawiasie. Wszedlem tam i nie zdazylem niv zaobserwowac bo kolega uslyszal jak ktos zaczol sie krecic wokol domu, jakby nas sledzil. Zlapalem za jakas deske i wybieglismy na zewnatrz. Po dluzszej chwili ktos zaczol buszowac w domu z ktorego wybieglismy ale juz ani ja ani kolega nie mielismy zamiaru tam wchodzic. I wtedy stalo sie cos co na zawsze zostanie w mojej pamieci, malo nie zemdlalem. Otoz stojac przed domem zobaczylem w oknie starego widac ze zziebionego zarosnietego mezczyzne ktory popatrzyl sie na nas z obojetnoscia i zniknol w ciemnosciach. Zlapalem kolege za ramie i powiedzialem ze uciekamy z tad i w tym momencie drzwi od kempingu sie otworzyly a w najdalszym kojcu zaczelo cos warczec i sie tarmosic. Wybieglismy stamtad. Bieglem nie ogladajac sie za siebie az nie zobaczylem blokow i swiatel... Co o tym myslicie ? Czy mogly to byc duchy czy po prostu jakis bezdomny?
Pozdrawiam, Karolczak

